Odcinek 91. Jak organizować pracę w L&D? Kanbanem!
Wyobraź sobie tydzień, w którym w poniedziałek nagrywasz film na parkingu podziemnym, we wtorek zabierasz ludzi do Metaverse’u, w środę głowisz się, jak wytłumaczyć kolejną ustawę tak, żeby nikt nie zasnął po trzecim zdaniu, a w piątek sprawdzasz, czy wszystkie dokumenty domykające temat na pewno poszły dalej?
A może nie musisz sobie wyobrażać, bo też tak masz?
Powyższy opis tygodnia to prawdziwy rollercoaster, czyli „zwykły tydzień” w sekcji digital learning, o którym opowiada Edyta Flądro z zespołu szkoleń i rozwoju (L&D) PZU.
Problem? Każdy dzień inny, a wszystko w głowie, a mailu…
Dział Learning & Development w wielu firmach kojarzy się z „ludżmi, którzy tylko prowadzą szkolenia”. Tymczasem za jednym gotowym kursem na cyfrowej platformie, czyli takim gotowym „daniem na talerzu”, które pracownik po prostu klika — stoi cała kuchnia:
- potrzeba biznesowa,
- wsad merytoryczny,
- scenariusze,
- poprawki,
- wizualizacje,
- produkcja,
- testy,
- publikacja i promocja.
Stworzenie jednego szkolenia cyfrowego potrafi zająć od kilku do kilkunastu tygodni. Tematy? Od oględzin rzepaku, przez pierwszą pomoc, po ustawy w rodzaju DORA czy ustawy o ochronie sygnalistów.
Przy takiej różnorodności i takiej skali pojawia się klasyczny problem – za dużo trzymamy się głowie, coś w mailu, coś na kanałach Teams, czy innej aplikacji. W efekcie trudno powiedzieć, gdzie utyka dany projekt i ciężko ocenić, czy można wziąć na siebie kolejną partię pracy.
Niespodziewany zwrot akcji?
Kanban przestaje być tematem, a staje się sposobem pracy
Kanban był dla zespołu Edyty na początku przedmiotem pracy. Kolejnym klockiem do dowiezienia, może jeszcze trudniejszym bo część szkolenia kohortowego była zdalna i cyfrowa, ale były też stacjonarne „zjazdy” i spotkania. Przy okazji tej edycji stałe się też… sposobem pracy.
Zaczęło się od potrzeby zgłoszonej przez koleżanki z IT — kohorty Kanban dla pracowników IT i HR. Powstał kurs wideo (nagrany w studiu, na green screenie), a na jego bazie uruchomiono program szkoleniowy. Grupa była „dwustrumieniowa”: część osób kojarzyła już Kanban jako sposób organizacji pracy, część przychodziła z obszaru HR i L&D bez wcześniejszego kontaktu z tym sposobem pracy,
Już w trakcie kohorty Edyta i jej kolega z sekcji zaczęli rozmawiać: „a może taka tablica sprawdziłaby się u nas?”. Po zakończeniu programu nie rzucili się na wdrożenie z marszu — rozłożyli je na kilka tygodni.
Rozwiązanie: jak zrobili to krok po kroku
Zamiast od razu otwierać narzędzie i rysować kolumny, zespół zaczął od rozmowy:
- Najpierw wspólne zrozumienie, a dopiero potem tablica. Spotkali się całą sekcją, wytłumaczyli zasady, „rozbudzili chęć” do spróbowania Kanbanu. Chodziło o to, żeby ludzie poczuli, po co to robią — a nie dostali kolejny narzucony obowiązek.
- Mapowanie pracy krok po kroku. Rozpisali zadania, skonfrontowali, jak każdy rozumie poszczególne etapy, ustalili zasady i klasy usług – to jak je traktujemy.
- Dwie tablice zamiast jednej. Szybko zobaczyli, że jedna tablica nie obejmie wszystkiego: powstała osobna dla dłuższych projektów szkoleń i osobna dla krótszych zadań, wydarzeń i inicjatyw.
- Narzędzie, które już mają pod ręką. Postawili na Planner — świadomie, żeby nie mnożyć okienek i nie zniechęcać ludzi przełączaniem się między aplikacjami. Jak mówi Edyta: narzędzie nie jest idealne, ale działa i — co najważniejsze — faktycznie jest używane regularnie.
Co to dało?
Po kilku miesiącach (i bez „malowania trawy na zielono” – cytat z gościni :)) efekty są konkretne:
- Mniej w głowie, więcej na tablicy. Tablica, karty i listy kontrolne „pilnują”, żeby domknąć wszystkie elementy projektu i dostarczyć wymagane dokumenty. Pamięć podręczna zwolniona na ważniejsze rzeczy.
- Widać, gdzie utyka praca. Tablica pokazuje, na jakim etapie są projekty, gdzie się zatrzymują i — bardzo praktyczne — czy zespół może wziąć kolejną partię pracy, czy potrzebuje czasu na domknięcie bieżącej.
- Dane i wnioski. Na początku roku zespół wyciągnął pierwsze statystyki: już wiedzą, co robią dłużej, a co krócej, i zaczynają wdrażać wnioski z tych danych.
Wskazówki dla zespołów L&D, które myślą o Kanbanie
Jeśli pracujesz w Learning & Development (a praktycznie każda organizacja ma taki obszar) i ten odcinek Cię zainspirował, oto co radzi Edyta:
- Potraktuj Kanban jak mini-proces uczenia się w zespole. Krótkie iteracje, refleksja, poprawki. Podejście ewolucyjne — tablica ma służyć wam, a nie wy jej. Jak coś nie działa, zmieniajcie to.
- Najpierw wspólne rozumienie, potem tablica. Nazwijcie te same rzeczy tak samo. Dopiero wtedy mapujcie pracę na kolumny, karty, czy listy kontrolne.
- Nie przywiązuj się do narzędzia. Ono jest wtórne. Sprawdźcie, co już macie — Planner, Jira, Miro, a nawet arkusz. Liczy się to, żeby tablica żyła.
- Wyznacz koordynatora. Jedna osoba, która pilnuje, żeby temat się nie rozpłynął i żeby wszyscy rozumieli poszczególne elementy. U Edyty to się sprawdziło.
- Dyscyplina i regularność to podstawa. Na początku zespół miał problem z regularnym odwiedzaniem tablicy, ale dzięki powyższym punktom z czasem weszło to w nawyk. I to nawyk jest tu sekretnym składnikiem sukcesu.
Bonus dla tych, którzy pracują z poufnymi danymi: indywidualny Kanban (choćby w Excelu) też ma sens, kiedy nie wszystko można wrzucić do współdzielonego narzędzia. Tak stało się u jednego z uczestników kohorty. Śmieszne? Nie, ważne, że jemu pomogło!
Czego to dowodzi?
Historia Edyty i zespołu L&D odkłamuje mity, że Kanban jest tylko dla powtarzalnej pracy, gdzie zadania są ciągle takie same, oraz że to się sprawdza tylko w IT. Od oględzin rzepaku po dyrektywy unijne — jeśli praca przepływa przez etapy, można ją zwizualizować, zmierzyć i usprawnić. A zespół L&D to świetny dowód, że „kuchnia” za gotowym szkoleniem zasługuje na taki sam porządek jak każdy inny proces.
Jeśli prowadzisz taki zespół albo w nim pracujesz — może to dobry moment, żeby zwolnić trochę mentalnych tokenów i przestać trzymać wszystko w głowie.
